W sumie M. jest tak cudowny i tak zróżnicowany, że nie mam pojęcia od czego zacząć. Chyba od tego, że bardzo mnie kocha, widać to, czuć, we wszystkim co robi w stosunku do mnie, martwi się, troszczy, przytula, całuje, nagle mówi "jeny jak ja cię kocham". Przytakuje mi w większości spraw, gdyż nie chce się spierać bo ja jestem taka, że jak coś nie po mojej myśli to jestem wkurzona:P. Kocham tę jego nieporadność w sprawach kobiecych np. "misiu, a którą ściereczką mam wytrzeć ten blat?", kocham jak dokładnie tłumaczy mi wszystkie rzeczy, o których ja nie mam pojęcia, tłumaczy dokładnie, powoli, tak żebym wszystko przeanalizowała.
Chodzi ze mną na maratony sklepowe, co z tego ze po 30 minutach zaczyna marudzić "do domuuu" i zamieniam się w konia pociągowego który jedzie z prędkością 1km/h.
Smieje się ze mnie tak niezłośliwie gdy za bardzo się chce skupić na powiedzeniu czegoś i ze zbytniego skupienia język mi się plącze:P Mówi wtedy, że jestem jego gamoniem. Jest tak wspaniały, że nie wiem o czym mam pisać. Przy nim czuje się ogromnie bezpieczna, uwielbiam zasypiać w jego ramionach gdy on obejmuje mnie rękoma i tuli się do moich pleców- to tak jakby ktoś nakładał na mnie płaszcz ochronny:P. Powala mnie na kolana tym, że gdy się kłócimy za wszelką cene chce postawić na swoje, a potem i tak robi po mojemu i twierdzi, że on tak chciał zrobić.
Zawrócił mi w głowie. Sprawił, że czuję się kochana i potrzebna. Ufam mu, wiem, że mogę na niego liczyć w każdej sytuacji, że mnie nie zostawi w potrzebie. Zawsze wesprze swoim słowem, czynem. Rozumiemy się bez słów. Mamy nawet taki jakby swój język, tylko zastanawiam się czy w wieku 20 lat ludzie nie będą patrzeć na nas jak na debili przez to xD
Ma ogromne, ciepłe serce, rozpieszcza mnie pod każdym względem. Nieba by mi uchylił.
Świetnie udaje wszelkie stwory a przez to, ze ma "murzyńskie" usta robi wszelkiego rodzaju śmieszne miny, które po prostu powalają mnie z nóg.
Kłócić się praktycznie nie potrafimy, gdy mamy jakąś drobną sprzeczkę, patrzy się na mnie takim przeszywającym wzrokiem co sprawia, że pękam i zaczynam się śmiać jak wariatka.
Ma świetną mamę, uwielbiam ją, jest cudną kobietą, która traktuje mnie praktycznie jak swoją córkę. On ma świetny kontakt z moimi rodzicami.
Ogromnie podoba mi się pod względem wyglądu, kocham go ogromnie całego, i mam na prawdę ogromną nadzieję, że przetrwamy i będziemy tworzyć coś o wiele bardziej poważnego niż jest teraz. Mam na myśli to, że będziemy rodziną ponieważ nie wyobrażam sobie tego, że ktoś mógłby zastąpić jego miejsce, jest jedyny w swoim rodzaju i nawet nie śni mi się odkochać.
Natomiast wady? Są tylko dwie, takie które mógłby zmienić, rzucić palenie, i nie twierdzić, ze nigdy nie mam pieniędzy, nawet gdy mam, bo jest uciążliwe to, kiedy ciągle wszystko mi funduje.